ZWIĄZEK POLSKICH ARTYSTÓW FOTOGRAFIKÓW

OKRĘG GDAŃSKI

wydarzenia, aktualności, nowości

Archiwum: 2012 2013 2014 20152016


THE HOLY CITIES
Adam Fleks
Cykl „The Holy Cities” został zainspirowany nieco ironiczną nazwą, jaką otrzymało miasto Wetzlar na pewnej stronie internetowej. Miasto owo jest celem pielgrzymek fanatyków aparatu Leica, skonstruowanego tam przed I wojną światową przez Oscara Barnacka. Jednak wiele miast jest przedmiotem kultu dla niektórych grup ludzi - np. Sopot to letnie targowisko próżności od dziesiątków lat, z Gdańska wyruszał nawracać pogan święty Wojciech, w Barcelonie od ponad stulecia buduje się Sagrada Familia, będąca moim nieodmiennym przedmiotem fascynacji od pierwszego kontaktu wzrokowego. Cykl jest fragmentem tworzonej od 2006 roku serii „Wieloświaty” wykonywanej w rzadko stosowanej technice litowej, przedstawia on nie świat rzeczywisty, ale impresyjny, będący wynikiem nałożenia na siebie dwóch ekspozycji na jednej klatce w krótkim odstępie czasu. Nałożenie na siebie dwóch zdjęć wykreowało nową rzeczywistość, obecną tylko na papierze fotograficznym. Wołanie w licie odrealniło zmultiplikowaną rzeczywistość i uruchomiło wyobraźnię, która jak wiadomo, nie ma granic. Celem prezentowanych na wystawie zdjęć nie jest wierne oddawanie rzeczywistości. Nie pragnę analizować i doświadczać, tylko tworzyć i przeżywać. Nie zamierzam rozkładać całości na drobne elementy tylko tworzyć nowy wymiar z tego, co w danej chwili zostało mi dane. Wieloznaczne otoczenie umożliwia mi wykreowanie obrazu nie mającego wiele wspólnego ze światem zewnętrznym. Odbiór zdjęć jest indywidualną sprawą poszczególnych widzów, którym pozostawiam ostateczną interpretację.
O sobie: zacząłem fotografować bardzo dawno temu, ale pierwszy porządny aparat dostałem do ręki w 1987 roku w Szwecji. Tam też nastąpiła moja inicjacja ciemniowa. Od 1994 r. jestem członkiem Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego, zaś od 2007 r. należę również do Związku Polskich Artystów Fotografików.






TWARZE
kolejna odsłona wystawy Edwarda Grzegorza Funke

„Z jasnym śmiechem lub smutku makijażem twarze, twarze...” tak w jednej ze swoich piosenek śpiewa Michał Bajor. Portrety ludzi odnaleźć można nie tylko w tekstach piosenek, ale również w poezji, malarstwie i fotografii. Ludzkie twarze są dobrym tematem dla wielu artystów, którzy szukają ciekawych pomysłów do swoich prac. To, że istnieje tak wiele narodowości, że człowiek różni się od drugiego człowieka, jest inny, sprawia że ludzka twarz wzbudza coraz większe zainteresowanie. Dla artysty każda ludzka twarz jest ciekawa. Nieważne, czy będzie ładna czy brzydka, młoda czy stara, smutna czy uśmiechnięta. Nieistotne również jest to jaką szerokość geograficzną zamieszkuje portretowany człowiek. Ważne jest to, aby twarz była ciekawa, żeby miała to coś , co przyciąga uwagę i skupia na sobie w danym momencie wzrok innych osób. Każda twarz to jakiś prawdziwy człowiek kobieta, mężczyzna nawet dziecko. To osoba, która istnieje, przeżywa jakieś emocje w momencie uwiecznienia jej. Często nawet nie wie, że jest podpatrywana przez uważny obiektyw . W takich właśnie momentach powstają portrety nie zawsze piękne, ale z pewnością prawdziwe.
Marzena Funke


Wystawa fotografii Portret ze Świata
Stara kobieta z cygarem, mężczyzna karmiący koty, strażnicy odpoczywający w cieniu świątyni... Pozornie od siebie odległe osoby, wyrwane z miejsca przez kadr i odpowiedni moment, a jednak mające tak wiele ze sobą wspólnego. Wspólnego, ponieważ są to portrety głęboko osadzone w swojej kulturze, które tak dużo mówią o miejscu i czasie. Portrety, które na przekór wszechogarniającej dominacji medialnej estetyki, pozostają niezmanipulowanym obrazem zwykłego człowieka. W sposób szczególny i właściwy dla siebie Edward Grzegorz Funke dokonuje intelektualnej syntezy i niezwykle wyraźnie pozwala nam doświadczyć własnej obecności w przestrzeni króra, dla większości z nas jest niedostępna i nieodkryta. I chociaż sama podróż, w miejsca kulturowo egzotyczne, jest w wyobrażeniu czymś banalnym i osiągalnym, to jednak trzeba mieć w sobie ogromy ładunek empatii oraz wrażliwości, aby spojrzeć drugiemu człowiekowi prosto w oczy. I jest to przestrzeń, w której Edward Grzegorz Funke porusza się z wyrafinowaną finezją i łatwością, właściwą dla osób obdarzonych darem,który pozwala w odpowiednim momencie uchwycić to, co głęboko w duszy gra... starej kobiecie z cygarem, mężczyźnie karmiącemu koty, strażnikom odpoczywającym w cieniu świątyni. Fabryka Styropianu ARBET, jako współorganizator wystawy, ma zaszczyt zaprezentować Państwu dorobek fotograficzny Edwarda Grzegorza Funke w kolejnej odsłonie z cyklu „Portret Świata”. Jako osoby z firmy, która na co dzień porusza się zdecydowanie bardziej w świecie materii niż ducha, mamy pełną świadomość, że kultura jest wartością z której czerpiemy i korzystamy wszyscy. I chociaż często nie zdajemy sobie sprawy z tego jak głęboko dociera oraz jak mocny jest ten ślad, to jednak każdy z nas nosi w sobie jej indywidualny portret. Dlatego idea, ARBET z Kulturą, była, jest i będzie nam bardzo bliska.











ZAPROSZENIE NA WYSTAWĘ
PREMIERA W GDYNI


Wystawa Romana Timofiejuka
„Rzeczywistość Symetryczna”
w Gdyni, w Klubie Marynarki Wojennej „Riwiera”.
Gdynia ul. Zawiszy Czarnego 1

Wernisaż w czwartek 25 maja 2017r., o godz. 18:00, ekspozycja do 9 czerwca 2017r.
Wystawa fotograficzna pt. „Rzeczywistość Symetryczna”.

Oświadczenie artysty.
Ocena obrazowa widoku w aparatach, w których obraz widziany był na matówce jako odwrócony stronami, zmuszała artystę do określenia położenia obiektu, jego umiejscowienia w otoczeniu, znalezienia właściwego znaczenia tematu i starannego skomponowania treści w trakcie procesu myślowego przebiegającego nieświadomie w umyśle fotografującego. Znalezienie właściwego odniesienia do rzeczywistej rzeczywistości wymaga procesów percepcyjno-myślowych. Jak złożone i skomplikowane są te procesy wie każdy kto próbował iść wprost kierując się bezpośrednio obrazem na matówce. Oglądanie rzeczywistości na podstawie wyświetlonego obrazu na matówce lub odbioru lustrzanego bez procesów myślowych nie pomoże w prawidłowym zakwalifikowaniu właściwej rzeczywistości. O ile jesteśmy świadomi tego, co widzimy bezpośrednio i przyjmiemy ten widok za jak najbardziej miarodajny, to do końca nie jestem pewien, czy obraz matówkowo-lustrzany jest fałszywy. Sama obserwacja odwróconej strony na matówce powoduje w umyśle człowieka samoistne naprawianie i podświadome nałożenie dwóch procesów, optycznych i myślowych, dając w ostatecznym wyniku obraz zgodny z naszym codziennym postrzeganiem otoczenia. Natomiast sam moment połączenia tych dwóch obrazów i transformacja na właściwy obraz umyka naszym zmysłom. Zatrzymanie na płaszczyźnie obrazowej tego procesu uzmysławia jakie frapujące formy są nam niewidoczne. Proces transformowania dwóch obrazów w jeden „prawdziwy” jest metafizyczno-ulotny, dlatego chciałem zaprezentować go w formie stałej dając możliwość zaobserwowania na ostatecznej fotografii momentu tworzenia właściwego obrazu. Widzenie czegoś i myślenie o czymś to dwa różne procesy zachodzące w naszym umyśle, składające się ostatecznie na właściwe obrazy zgodne z ludzkim widzeniem, bo proces obserwowania na matówce to transformacja umysłowa, która, odwzorowuje dany obiekt na niego samego i z tego tworzy właściwy. Pojęciem „rzeczywistość symetryczna” oczywiście określam same przekształcenia obrazów widocznych na matówce aparatu i jego projekcji umysłowej. Dlatego moje wybrane fotografie sprowadziłem do zmontowania „ właściwego obrazu” z jego przenicowaną wersją, w efekcie otrzymałem obrazy zniekształconej rzeczywistości nie poddające się realnemu osądowi i nie mające swojego odpowiednika w otoczeniu.
Roman Timofiejuk, Gdynia, 2017r.
Wystawa składa się z 30 czarno-białych prac formatu 54x44 cm












O tym, skąd wziął się pomysł na wystawę i kalendarz „Kobiety Świata” rozmawiamy z fotografem, podróżnikiem Edwardem Grzegorzem Funke oraz jego żoną Krystyną.


– Co sprawiło, że ten kalendarz został poświęcony właśnie kobietom? Grzegorz Funke: Dla mnie kobiety są bardzo ważne, ponieważ zawsze w moim życiu zajmowały szczególną rolę. Pierwsza – moja mama. Urodziła mnie i przeżyła najtrudniejszy wojenny okres, gdy dbała o to, bym zawsze miał co zjeść i abyśmy oboje przeżyli. Uciekaliśmy wtedy przed wojną z Polski do Polski. Z Polski – bo Swisłocz, miejsce, z którego pochodzę, było wtedy Polską, a przestało nią być.... Do Polski – bo trafiliśmy do Koszalina, który wtedy polski nie był, dopiero taki się stawał... Druga najważniejsza kobieta to moja żona, Krysia. Poznałem ją, gdy byłem w trzeciej klasie technikum, a żona w drugiej... – Chodziliście Państwo do jednego technikum? GF: Nie, ja byłem w technikum łączności, a żona, moja przyszła żona, była uczennicą technikum przemysłu spożywczego. Poznaliśmy się w 1962 roku i... Krystyna Funke: ...I tak nam już zostało! GF: Tak, oficjalnie w przyszłym roku będzie 50 lat jak jesteśmy małżeństwem! Krystynka miała bardzo duży wpływ na mnie – miała wielkie pasje, ogromną wrażliwość, jest spod znaku wagi i zawsze równoważyła mnie, nieuporządkowanego zodiakalnego bliźniaka. Bez niej nie patrzyłbym na świat, tak jak to teraz czynię. Nie zrealizowałbym bez niej projektu „Portret świata” - bez mojej muzy i kierowniczki. Zresztą nazwa „Portret świata” też jest wymyślona przez kobietę! KF: Wymyśliła ją nasza synowa, polonistka. GF: Tak, bo w moim otoczeniu jest więcej kobiet: córka, dwie wnuczki, synowa... Oczywiście jest też niewielka grupa mężczyzn: syn i wnuk. (śmiech) – Wróćmy do projektu „Portret świata”... GF: Żona bardzo skrupulatnie przygotowuje każdy nasz wyjazd. KF: Przed wyjazdem studiuję wszystkie podręczniki, wszelkie materiały. Zanim dojedziemy staram się poznać kraj i warunki w jakich żyją tamtejsi mieszkańcy. Jedziemy wszędzie zawsze razem. GF: I razem patrzymy na świat, w którym się znaleźliśmy. Oczywiście, na zdjęciach mam i kobiety, i mężczyzn, i piękny krajobraz. Ale patrząc w obiektyw stwierdzam, że kobiety nawet w tych kulturach, w których mają bardzo podległe miejsce, są niezwykle ważne i stanowią trzon społeczeństw. W kalendarzu pojawiło się m.in. zdjęcie kobiety pracującej na plantacji herbaty. Jej ręce, delikatne i mądre, pracują 12 godzin dziennie. Katorżnicza praca w upale... KF: ...a my się potem delektujemy w wygodnym fotelu herbatką, z cukrem lub z koniaczkiem... GF: Uchwyciłem ją w momencie ciężkiej pracy, ale ona nie była niewolnicą, choć wykonywała ciężką pracę za marne pieniądze. Proszę spojrzeć na jej twarz, na tę godność, na dumę. Uważam, że kobiety na tym świecie pracują o wiele ciężej niż mężczyźni. Np. kobiety w Indiach są murarkami i jednocześnie zajmują się wychowaniem dzieci. Mężczyźni - mogę stwierdzić to, co widziałem – mają lżej. Cały ciężar życia codziennego ponoszą kobiety. I jednocześnie potrafią być z tym szczęśliwe. Szczęśliwe, bo mają pracę, rodziny... KF: Warto spojrzeć na te zdjęcia, na te wszystkie kobiety: nie jest ważne, czy akurat któraś niesie w misce ciężki materiał budowlany, handluje rybami, czy może zalicza się do najniższej kasty w Indiach – każda z nich jest barwna, kolorowa, przyciąga wzrok i dostarcza radości naszym oczom. Nieważne, czy jest wielka bieda, kobiety dbają o swój wygląd bez względu na byt. Masajki zdobią się w piękne naszyjniki, koraliki. Maoryski znaczą twarze tatuażami plemiennymi o szczególnej wymowie. Proszę spojrzeć na zdjęcie kobiety z plemienia etiopskiego - porwana bluzka, tak, ale proszę zobaczyć ile radości tryska z jej twarzy. Mimo biedy jest szczęśliwa i radosna. Te kobiety są dumne, naprawdę! No i macierzyństwo - to bardzo ważny rys. GF: Te zdjęcia i kalendarz to hołd fotografa dla wszystkich tych kobiet, które spotkałem na drodze życia, podczas przygód fotograficznych i nie tylko. Chcę, żeby w moich zdjęciach widać było i piękno i dumę, i te wszystkie rzeczy, o których mówiliśmy, ale przede wszystkim, żeby było widać nasz szacunek do ludzi, których spotykamy. My szanujemy ich, bo umieją się cieszyć z tego co mają, umieją żyć najlepiej jak potrafią. KF: I ważne jest to, że jeśli my ich poważamy, to oni nam ufają. Grześ wyciąga ręce i napotkana przypadkowo kobieta podaje mu z uśmiechem dziecko – bo czuje, że wzajemnie się szanujemy. GF: Gdybym miał dziś powiedzieć, jakie miejsce na świecie było dla nas najpiękniejsze, to nie umiałbym. Póki mamy siły, jeździmy daleko, podróżujemy i zwiedzamy coraz to dalsze krańce Ziemi. KF: Gdy się zestarzejemy, będziemy podróżować bliżej i Grześ będzie robić tu zdjęcia. GF: Proszę pamiętać, że choć to ja naciskam spust migawki, to te zdjęcia są naszym wspólnym dziełem. Krysia jest surowym krytykiem. Jej rolą jest też redagowanie opisów zdjęć po naszych podróżach i zbieranie szczegółów dotyczących miejsc, które odwiedziliśmy. Kiedyś byliśmy zaproszeni na wykład na uniwersytecie III wieku i pechowo żona nie mogła ze mną pojechać. Spotkałem się z trzystoma kobietami i mówię im: pokażę wam zdjęcia, ale opowiedzieć za dużo nie mogę, bo to wszystko wie moja żona. Obiecały, że będą jej szukać w mieście i nie puszczą, póki im wszystkiego nie opowie. – Czy zdjęcie, które wybraliście Państwo jako ilustrację swojego wywiadu, powstało przypadkiem? GF: Zdjęcie zostało zrobione przez naszego przyjaciela i stałego towarzysza podróży, Artura Krawczyka. Artur i jego żona, Grażynka, są naszymi przyjaciółmi i stanowią dla nas wielkie wsparcie w tych wyprawach. Zdjęcie jednak zostało wykonane wg naszego pomysłu. Widać, jak tulę żonę, prawda? KF (śmiech) – Dziękuję za rozmowę. Rozmowę przeprowadziła Agnieszka Wesołowska

Edward Grzegorz Funke, urodził się 18.06.1944 roku w Swisłoczy . Mieszkaniec Koszalina od 1951 roku. Absolwent Politechniki Gdańskiej, doktor nauk technicznych, fotograf, dydaktyk, podróżnik. Od 1990 roku współwłaściciel Fabryki Styropianu „ARBET” Sp.j. Przygodę z fotografią rozpoczął w 1966 roku jako członek redakcji Ilustrowanego Magazynu Studentów Politechniki Gdańskiej „Kronika Studencka”. Zadebiutował w 1967 roku indywidualną wystawą „Zimowe refleksje” w studenckiej galerii „Artema”. Członek rzeczywisty Związku Polskich Artystów Fotografików i Fotoklubu Rzeczypospolitej Polskiej Stowarzyszenia Twórców . Od kilkunastu lat razem z żoną Krystyną realizuje autorski projekt fotograficzny „Portret świata”, odwiedzili sześć kontynentów, z przywiezionych materiałów powstało 18 wystaw autorskich , prezentowanych ponad 70 razy w muzeach i galeriach na terenie Polski i Białorusi. Uczestnik wielu wystaw zbiorowych oraz pokazów plenerowych. Wielokrotnie nagradzany w konkursach krajowych i zagranicznych. W swoim dorobku ma kalendarze autorskie na 2005, 2008, 2012, 2013 , 2014, 2016, 2017 rok , kilka wydawnictw multimedialnych z odbytych wypraw . W 2010 roku dwukrotna okładka magazynu „FOTO”. Jego fotografiami zostały zilustrowane także dwa tomiki wierszy Krzysztofa J. Lesińskiego. W 2014 roku wydał album pt . „Moja podróż – przez sześć kontynentów do Swisłoczy”. Ponadto artysta współpracuje z wydawnictwem Kamera , Agencją Zegart, Europejskim Festiwalem Filmowym Integracja „Ty i Ja” oraz „Szkołą Życia” w Wandzinie. Jego prace znajdują się w zbiorach Biblioteki Głównej Politechniki Gdańskiej, Muzeum w Koszalinie, Muzeum Historyczno-Przyrodniczym w Swisłoczy na Białorusi, Muzeum Okręgowym w Lesznie, Muzeum Podróżników im. Tonyego Halika oddział Muzeum Okręgowego w Toruniu, Galerii Domu Miłosierdzia w Koszalinie, Technikum Łączności w Gdańsku, oraz w zbiorach i kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą . Od 1 maja 2004 roku prowadzi Autorską Galerię Fotografii ,w której odbyło się 30 wernisaży. W roku 2009 założył w Koszalinie Bałtycką Szkołę Fotografii. Odznaczony odznaką Zasłużony Działacz Kultury, dwukrotnie nagrodą Prezydenta Miasta Koszalina za osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej, medalem Ludzie dla Ludzi Stowarzyszenia Solidarni Plus, Koszalińskim Orłem 2011 za promocję Koszalina na świecie i świata w Koszalinie oraz medalem Ignacego Jana Paderewskiego za wybitne działania kulturalne w zakresie fotografii dokumentalnej, przyznanym na wniosek Stowarzyszenia Inżynierów Polskich „Polonia Technica” USA. W 2012 roku otrzymał nagrodę „Pro Arte” Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego, natomiast w 2014 roku medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis , Złotą Odznakę Honorową Gryfa Zachodniopomorskiego oraz Złoty Medal Zasłużony dla Fotografii Polskiej . W grudniu 2016 roku w uznaniu zasług dla rozwoju Miasta Koszalina otrzymał Medal „Za zasługi dla Koszalina”. Od trzech kadencji jest przewodniczącym Rady Kultury przy Prezydencie Koszalina, a od 2014 roku jest członkiem Rady Muzeum w Koszalinie.













Recenzja wystawy
Symetryczne kreacje Romana Timofiejuka

Na wstępie trzeba powiedzieć i stwierdzić, że każdy obraz w tym również fotograficzny to przede wszystkim kompozycja zespołu form stanowiących jedność i wyposażonych w sens. Jak głosi teoria formy a poświadcza ją choćby najprostsza melodia muzyczna - całość jest czymś więcej niż sumą części, gdyż jest ona źródłem i uzasadnieniem tych ostatnich. W tym wypadku, cykl zdjęć Romana Timofiejuka zatytułowany jak cała wystawa ,,Rzeczywistość Symetryczna”, spełnia artystyczną, obrazową, ekspresyjną naturę kreacji dzieła.
W teorii sir Herberta Reada wyłożonej w dziele ,,Icon and Idea”, wskazuje on, iż wszelki wytwór sztuk wizualnych, a w swojej istocie wszelka współfiguracja jest formą myśli, a więc posiada w sobie dający się uchwycić rozumowo ekwiwalent pojęciowy.
Zdjęcia Timofiejuka poszukują w zadaniu swojej symetryczności symbolicznego znaku. Ze znanego fotograficznego wglądu w rzeczywistość, tworzą obraz pozornie znany oparty na systemie współbrzmień. Powstały wizualizacje urzekające swą zagadkowością - kreują one własną odmianę realnego świata. Symbolizują syntezę nieznanego. Fizjologia widzenia i rozumienia świata ujmowana przez biologiczną i psychofizyczną strukturę człowieka (jest on również bytem duchowym) jest swego rodzaju fenomenem związanym z doświadczeniem, uczeniem się, rozpoznawaniem zmysłowym, zjawisk występujących w przestrzeni w jej naturze. Artysta podejmuje wyzwanie zobaczenia rzeczywistości, otaczającej realności na nowo przez funkcję symetrycznie ustawionych na pionowej osi wyselekcjonowanych kadrów fotograficznych, realizuje to konsekwentnie tworząc ,,znakowe pejzaże”, odwołujące się do naszej intuicji i indywidualnego ale także kulturowego doświadczania, postrzegania świata na podstawowych kierunkach: do góry, na dół, na prawo, na lewo.
Czym jednak w sensie symbolicznym jest symetria? Dla starożytnych ludów Mezopotamii, Egiptu, Indii, Grecji symetria była równoznaczna ze spełnieniem, osiągnięciem celu, uwiecznieniem triumfu i stopniem oraz stanem najwyższej równowagi. Odnajdujemy ją na przykład w Kaduceuszu, w płaskorzeźbach w Naksz - i – Rustam, wadze (Librze) czy na trójdzielnych tarczach heraldycznych. Mezopotamczycy uważali dwa splecione ze sobą węże za symbole boga leczącego z chorób, które to znaczenie przeszło do czasów współczesnych. Kaduceusz oznacza oś świata, a dwa wokół niej węże odpowiadają chorobie i uzdrowieniu.
Z punktu widzenia ezoterycznego dokładna obustronna symetria wyraża tę samą ideę aktywnej równowagi, ujawnia ekspresję antagonistycznych sił wzajemnie się hamujących, by mogła zaistnieć forma wyższa statyczna. W historii sztuki znamy wielu artystów posługujących się symetrią kompozycyjną z Romanem Cieślewiczem na czele, którego ,,Cyklopy”, jednookie graficzne wyobrażenia postaci przejmują swoją znaczeniowością i ekspresją. Natomiast Roman Timofiejuk poszukując ważkiego znaku dla swojego ,,nowego pejzażu, odnajduje jego ,,rozwinięcia” i instaluje w nich: bramy, dukty, skrzyżowania dróg, architektoniczne przejścia, pasaże, mosty, megalityczne obiekty. Osiowość tych czarnobiałych fotogramów jest ich strukturalnym sensem. Rytmiczne w swojej dynamice, intrygują swoją niebywałą równowagą.
Fotografik, znany mi już z poprzednich cykli ,,Harmonia obiektywna”, ,,Obraz Polski”, ,,Genotyp”, ,,Odyseja” jeszcze raz w ,,Rzeczywistości Symetrycznej” ujawnia swój nietuzinkowy talent w konstruowaniu, projektowaniu i realizowaniu swoich ważnych artystycznych konstatacji na temat fotografii kreacyjnej i kreacji w fotografii.
dr Marian Panek - Częstochowa




OD AUTORA
W momencie pojawienia się w moim zasięgu technologii cyfrowej (2006) podjąłem próby takich ingerencji w strukturę formalną obrazu fotograficznego, które – poprzez swoistą syntezę - modyfikowałyby jego przekaz. Badania dotyczyły nie tylko wpływu struktury obrazu na jego ekspresję. Interesowała mnie także kwestia reakcji na te prace, w których dokonywałem swoistego ataku na szczególne sacrum, jakim jest twarz ludzka.
Podsumowanie trwających szereg lat eksperymentów ( w międzyczasie realizowałem inne projekty) zawarłem w zbiorze „SYNTHESIS”, który składa się z cykli „Szukając siebie samego”, „W obliczu przyszłości”, „Kartoteka”, ”Portrety biało-czarne”, „Portrety z czerwienią”, „Niepokonani” oraz „Portrety z gazety”. Zbiór ten stanowi jednak przede wszystkim opowieść o Człowieku, pisaną w głębokiej zadumie nad przyszłością – tą bliską, i tą daleką.
Przekaz tej pełnej metafor wystawy jest wielowątkowy. Trafnie zatem odczytał moje intencje prof. Jacek Ojrzanowski pisząc: „ … dobro, choć walczy ze złem, zawsze egzystuje z nim w parze – to tajemnica, która odkrywam w tych dramatycznie ekspresyjnych dziełach”.
Symbolizm ekspresyjny towarzyszy sztuce niemal od zarania jej istnienia. Znamiennym tegoż przykładem są najstarsze zachowane wizerunki twarzy ludzkich. Ciekawe, czy w zbiorze „SYNTHESIS” odnajdą Państwo ślady owej magii, z którą sztuka niegdyś tak silnie była związana. Ale jeszcze ciekawszą wydaje mi się tajemnica tego, dzięki czemu – ukazując niewiele - czasem udaje się powiedzieć tak dużo.
Erazm W. Felcyn







Państwowa Galeria
Sztuki Plac Zdrojowy 2
81-815 Sopot

Leszek J. Pękalski
„Czarodziejski ogród Józefa Chełmowskiego”
wernisaż: 24.02.2017 o godzinie 19.00
wystawa czynna od 25.02.2017-26.03.2017 (wt - nd 11.00-19.00)

LESZEK JERZY PĘKALSKI
ur.w 1944 – fotografik, dydaktyk fotografii, nauczyciel akademicki, z wykształcenia fizyk-teoretyk. Członek ZPAF, rzeczoznawca MKiDN ds. fotografii artystycznej, członek honorowy Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego. 11 wystaw indywidualnych eksponowanych w kraju i zagranicą, ok. 200 akceptacji na wystawach krajowych i zagranicznych, nagrody i wyróżnienia. Liczne publikacje w prasie i wydawnictwach książkowych, współautor (z Mirosławem Wiśniewskim) albumu „Polska – dwory, dworki” (Jumar 1995), autor bestselerowego, wysoko ocenianego podręcznika „Kalejdoskop fotografii” (Helion 2012, nakład wyczerpany). Fotografie prezentowane na wystawie powstały podczas wielokrotnych odwiedzin u Józefa Chełmowskiego, na przestrzeni lat 2000 – 2015, ostatnie już po jego śmierci. Stanowią wybór spośród około tysiąca zdjęć.


JÓZEF CHEŁMOWSKI (1934-2013)
– wybitny, wręcz wielki twórca ludowy z Kaszub. Malarz, rzeźbiarz, filozof, twórca książek w jednym egzemplarzu, instrumentów, które „prawie” grały i maszyn, które ”prawie” (albo rzeczywiście) działały, uroczy gaduła. Czytywał Goethego w oryginale, komentował w swej twórczości wydarzenia w kraju i na świecie, tworzył do ostatnich dni życia. Nie dbał o trwałość swoich dzieł, uważał, że mogą umrzeć wraz z nim, co niestety w dużej części ma miejsce i woła o pilną konserwację. „Czarodziejski ogród”, który starałem się zdokumentować swoimi zdjęciami, jest wspólnym dziełem Pana Józefa i jego żony. Pani Jadwiga Chełmowska przez te wszystkie lata troskliwie sadziła i pielęgnowała drzewa i kwiaty, którym ów ogród wiele ze swojego uroku zawdzięcza. Czyni to do dziś.






Życzenia wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2017 roku składa Zarząd Okręgu ZPAF.