Archiwum: 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 |

 

Erazm Wojciech Felcyn
Fotografia i grafika: Wyspy Szczęścia i  Anatomia Apokalipsy

Prezentowana tu ekspozycja składa się  z dwóch części, które mają się do siebie jak dwie siostry: jednej na imię „beztroska”, a drugiej „troska”.  Konstrukcja ta wynika ze spostrzeżenia, iż istnieje diametralna różnica pomiędzy tym, do czego dążą ludzie, a tym, do czego ludzkość zmierza: ludzie dążą do szczęścia, a ludzkość zmierza ku samozagładzie.

Kreowana w atmosferze beztroski i zabawy, pełna koloru i form inspirowanych wyobraźnią kolekcja „Wyspy Szczęścia” odnosi się do ludzkich marzeń o szczęściu. Jedną z jego współczesnych egzemplifikacji są wyprawy na egzotyczne plaże, gdzie w mentalnym błogostanie miliony mogą się pluskać w ciepłej lazurowej wodzie, korzystać ze słońca, leżaków i zimnego piwa. Tytuł tej kolekcji w oczywisty sposób nawiązuje do książki Abrahama Molesa „Kicz czyli sztuka szczęścia”. Kicz jest ważnym elementem naszej kultury: czyż opisane w Koranie ogrody szczęścia, tak jak i biblijny Raj , nie są modelowym, dobrze ugruntowanym w kulturze kiczem, do którego tęsknią miliony ludzi?           
Pewne elementy kiczu występuję w całym obszarze sztuki, nawet w tzw. sztuce wysokiej. Świadomość tego faktu jest niezbędna dla prawidłowego funkcjonowania naszych kryteriów oceny i akceptacji.

Kolekcja „Wyspy Szczęścia”, podobnie jak poprzednio „Rosarium”, to także mój głos w dyskursie na temat granic fotografii. Termin „fotografia” nigdy nie był jednoznaczny. Jeśli pojęcie to utożsamiamy z kolokwialnym rozumieniem terminu „zdjęcie”, to trzeba jasno stwierdzić, że zbiór ten ze „zdjęć” się nie składa. Jeśli zaś termin „fotografia” rozumiemy raczej jako pewną technologię otrzymywania obrazu, to podejście takie lepiej opisuje prace zawarte w tej kolekcji.  Przypominają one prace malarskie lub grafikę, lecz sensu stricte nimi nie są. Właściwsze wydaje mi się zakwalifikowanie ich do takiej grafiki cyfrowej, w której materiałem wyjściowym jest „zdjęcie”.

„Anatomia Apokalipsy” jest przede wszystkim wyrazem mojego buntu przeciw temu, co dzieje się we współczesnym świecie – i szczególnie w Polsce. Jest to bunt nie tylko przeciw powszechnemu denaizmowi i marazmowi, ale także przeciw infantylizacji elit – zjawiska te wiodą ludzkość ku zagładzie.                                                                                                              
Puszka Pandory jest już szeroko otwarta i nic tego faktu nie zmieni. Dewastacja systemu ekologicznego Ziemi postępuje z rosnącą szybkością – niczym śmiercionośna  kula tocząca się po równi pochyłej; nic już nie jest w stanie jej zatrzymać.                                                                                  
Dziś jest już pewne, że antropogenna emisja dwutlenku węgla jest główna przyczyną globalnej katastrofy ekologicznej. Emisja ta obecnie rośnie o 2,8% rocznie. Jeśli ten poziom się utrzyma, to podwojenie emisji nastąpi po 25 latach, czterokrotne zwiększenie po 50 latach, ośmiokrotne – po 75 latach. 
Żałosne jest to, że protokół z Kioto (1997) niczego światowej polityce nie uświadomił, a niedawno (2016) podpisane porozumienie paryskie – choć objęło państwa odpowiedzialne za 55% emisji – nie daje żadnych nadziei na powstrzymanie globalnej katastrofy. 

  Ziemska przyroda jest już teraz w stanie karykaturalnym: 60% ssaków to zwierzęta hodowlane (głównie bydło i świnie), 36% to ludzie – jedynie 4%  reprezentuje tzw. dziką przyrodę. Znamienny jest stan Wielkiej Rafy Koralowej: ponad 1/3 korali w jej północnej i centralnej części jest już martwa, a ponad 90% pozostałych koralowców bieleje, co oznacza, że umierają. Miała 25 mln lat – ludzkości wystarczało 200 lat, by ją zniszczyć.       
Lodowce coraz szybciej topnieją, brak wody pitnej i spowodowany suszą głód dotkną miliardy; poziom oceanu się podnosi – migracje na niespotykaną dotąd skalę są nieuniknione.   Pierwszy zatonie Bangladesz – niezbędna będzie relokacja 50 -100 mln ludzi.  

 Polska jest krajem o najbardziej w Europie zanieczyszczonym powietrzu. Od ponad ćwierć wieku władze są głuche na ostrzeżenia płynące ze środowisk naukowych. Ignorancja ludzi, którzy nigdy nie mają wątpliwości co do swoich racji, nie przygotuje kraju do tego, co nastąpi w niedalekiej przyszłości.  W projekcie tak istotnego dokumentu jak „Polityka Ekologiczna Państwa 2030” brak odpowiedzialnej koncepcji dekarbonizacji energetyki i ogrzewnictwa. We Francji działa 50 reaktorów atomowych i 150 000 pomp cieplnych. A my mamy Bełchatów, najbardziej zabójczą elektrociepłownię Europy, która w okresie zimowym spala 10 000 ton węgla na dobę, emitując rocznie 33 mln ton dwutlenku węgla  oraz 3 tony rtęci. 
Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, co spotka nasze następne pokolenia. Społeczeństwo trzeba obudzić  przedstawiając i upowszechniając prawdę wynikająca z badań naukowych.  A elity muszą wreszcie zrozumieć, że polityka – tak jak i religia – nie może być sprzeczna z nauką.     
Kluczem istotnym dla zrozumienia przekazu wystawy „Anatomia Apokalipsy” jest autorska wizja opisana następującymi słowami: „Gdzieś wXXII wieku. Powietrze zawiera coraz mniej tlenu i coraz więcej dwutlenku węgla. Wszechocean umiera od zakwaszenia, bezlitosne promieniowanie wypala resztki życia na Ziemi.Ostatnie umęczone ofiary ziemskiej mega-katastrofy  wysyłają do nas prosty i zwięzły komunikat: BĄDŹCIE PRZEKLĘCI!”.

 Erazm W. Felcyn   (2018)

 

W latach 1964-1966 fotoreporter, a następnie (1966-1968) redaktor naczelny Ilustrowanego Magazynu Studentów Politechniki Gdańskiej „Kronika Studencka”. Członek Sekcji Wystawienniczej Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego (1970-1976). Członek ZPAF od 2005 r., od 2014 r. przewodniczący Komisji Artystycznej OG ZPAF.                                                                                                                
Zadebiutował w 1965 r., w  następnych latach wziął udział w ponad stu wystawach w kraju i na świecie zdobywając szereg medali i wyróżnień.
Korzystając z możliwości techniki cyfrowej na bazie swych starych negatywów zrealizował unikatowe kolekcje portretów ludzi związanych w latach 1964-1968 z Politechniką Gdańską oraz portretów kaszubskich z lat 1968-1972.                                                                                                                            
Ma w swoim dorobku szereg wystaw indywidualnych, między innymi są to: „Inwazja – subiektywny portret śmieci”, „Rosarium”, „Synthesis”, „Niepokonani”, „Fantasmagorie”, „Wyspy Szczęścia”, „Anatomia Apokalipsy”. Jest też autorem eseju „Pokażcie mi anioła – o realizmie i rzeczywistości w fotografii”.


Wystawa fotografii
Edwarda Grzegorza Funke   „Jan Kanty Fotograficzny”

Wejherowskie Centrum Kultury-Filharmonia Kaszubska, 
Wejherowo ul. Sobieskiego 255
Wernisaż  20 listopada 2018 roku o godzinie 18.00.

 W 2007roku w Galerii Five o’clock w Kołobrzegu odbył się wernisaż obrazów Jana Kantego Pawluśkiewicza i tam nastąpiło spotkanie obu artystów. Funke stwierdził, jako portrecista, że Pawluśkiewicz to znakomity model w portrecie reportażowym, a jego osobowość i wszechstronność w sztuce bardzo go inspiruje. Był to początek projektu, który zrealizowany został przez 11 ostatnich lat w trakcie kolejnych wernisaży. Tak powstał zbiór ponad tysiąca zdjęć, z których wybrano dziewiętnaście. Udowadniają, że Jan Kanty Pawluśkiewicz jest graficzny, muzyczny, architektoniczny, plastyczny, mimiczny, tajemniczy, a na pewno FOTOGRAFICZNY. Kuratorem wystawy jest Jerzy Zegarliński. Jej prezentacja w Wejherowskim Centrum Kultury  przygotowana została we współpracy z Agencją Zegart. Partnerem wystawy jest ARBET.

 Edward Grzegorz Funke  Absolwent Politechniki Gdańskiej, doktor nauk technicznych, fotograf, dydaktyk, podróżnik, współwłaściciel Fabryki Styropianu ARBET. Członek m.in. Związku Polskich Artystów Fotografików. Przygodę z fotografią rozpoczął w 1966 roku. Od kilkunastu lat, razem z żoną Krystyną, realizuje autorski projekt fotograficzny Portret świata. Wielokrotnie nagradzany w konkursach krajowych i zagranicznych. Jego prace znajdują się w zbiorach muzealnych oraz kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą

www.funke.pl

Człowieka portret własny”

Uwagi na marginesie wystawy fotografii portretu człowieka w adaptacji Grzegorza Funke.

W ujęciu biologicznym (bo o człowieku mowa) słowo adaptacja oznacza „doskonalącą zmianę w celu przystosowania czegoś (kogoś) do innego użytku niż było przeznaczone”.

Odnosząc się do fotografii, jako formy wyrazu, osoby portretowanej (szczególnie takiej, którą wszyscy znają) staram się zapomnieć co o tej osobie wiem.

Tak mnie kiedyś uczono patrzeć na świat kształtów. Mówiono, „Rysuj co widzisz i zapomnij do czego służy to co rysujesz”.

Wielki rosyjski pisarz i myśliciel Fiodor Dostojewski powiedział, „że piękno zbawi świat”.

Zastanawiające jest o jakim pięknie myślał pisarz. Niektórzy określają je jako zjawisko „będące samo dla siebie uzasadnieniem” i „irracjonalnym zmysłem estetycznym, który nie ma żadnej funkcji, jedynie pragnienie by go zaspokoić”.

Większość ludzi uważa, że o poczuciach estetyki, smaku i gustu, odmiennych u każdego człowieka, trudno dyskutować. David Weiss w swojej znakomitej biografii o Auguście Rodin, pisał „Człowiek nie rządzi się pięknem i prawdą, lecz lękiem wątpliwościami, grzechem. Nawet ciało ludzkie, tak piękne i budzące natchnienie przeważnie niszczy samo siebie nadmiarem chuci, próżności

i łapczywości”.

Po tym niemal filozoficznym wstępie, który skłania do stawiania sobie pytań dotyczących wartości, a mnie do tworzenia odniesień oceny tego co widzę, przechodzę do doskonalącej zmiany jaką zastosował w swoich portretach, Jana Kantego Pawluśkiewicza, Grzegorz Funke, a mianowicie wzoru człowieka myślącego. Innego niż siermiężny umięśniony spiżowy monument „Myśliciela” Augusta Rodin, przedstawiający mężczyznę zmagającego się z przejmującym wewnętrznym konfliktem.

W fotografii Funkego, na pierwszy rzut oka, mamy kontakt, z: żywą inteligencją, dowcipem, ironią, groteskową błazenadą, portretem człowieka uosabiającego swoją mimiką twarzy i gestu króla życia. Widzimy erudytę obdarzonego przez życie: powodzeniem, wiedzą, doświadczeniem i licznymi talentami – istotę otwartą na świat i ludzi.

 

Za tą, niezwykle przekonywującą, powierzchownością człowieka kryje się jego sobowtór, antyteza lekkości bytu: myśliciel, filozof, mistyk, tytan pracy, obdarzony pokładami myśli i emocji, których nigdy nie zdradzi przed kamerą.

Do wyrażenia tak wielu informacji o artyście posłużyły, bardzo skromne ale doskonale wykorzystane, środki wyrazu, takie jak: ograniczona, do czerni i bieli, paleta kolorów posiadająca określoną gęstość optyczną do kształtowania formy fotograficznej oraz zastosowanie widocznego ziarna, które w ujęciu Grzegorza Funke staje się egzemplifikacją energii, ale tej niematerialnej świadczącej o duchowej żywotności człowieka.

W ujęciu artysty pięknem jest, trudne i mało popularne, mówienie prawdy.

Fotograf ujawnia ją poprzez uzewnętrznienie jej egzystencjalnej postaci, takiej która daje nam nadzieję na to, że za sto lub dwieście lat będziemy mogli naszych następców nazywać istotami myślącymi i zdolnymi do odczuwania emocji w kontakcie ze sztuką.

 

Dziękuję za tą możliwość refleksji i zadumy nad tym co czyni z nas ludźmi.

Gratuluję wystawy, z wyrazami szacunku

 

Prof. dr hab. Jacek Ojrzanowski

 

 


 

ODMIENNE STANY

Wystawa malarsko-fotograficzna Krystyny Kahsin oraz Adama Fleksa
Adam Fleks

Cykl „Odmienne stany/The Holy Cities” został zainspirowany nieco ironiczną nazwą, jaką otrzymało miasto Wetzlar na pewnej stronie internetowej. Mianowicie miasto owo jest celem pielgrzymek fanatyków aparatu Leica, skonstruowanego tam przed I wojną światową przez Oscara Barnacka. Wiele innych miast również stanowi przedmiot kultu dla pewnych ludzi – np. Sopot  to letnie targowisko próżności od dziesiątków lat, zaś w Barcelonie od ponad stulecia buduje się bajkowa świątynia Antonio Gaudiego – Sagrada Familia.

Pokazany na tej wystawie zestaw fotografii jest kolejną częścią powstającego od 2006 roku cyklu „Wieloświaty”.  Przedstawia on świat obecny poza fizycznym, znajdującym się tu i teraz. Został  on stworzony na skutek nałożenia na siebie dwóch ekspozycji na jednej klatce filmu w krótkim odstępie czasu. Wywoływacz litowy ma na celu odrealnienie i tak już meta-fizycznego obrazu i uruchomienie wyobraźni, która przecież nie jest niczym ograniczona. Ponadto pozwala na wykorzystanie dawno przeterminowanych papierów fotograficznych, które w przeciwnym wypadku nadawałaby się jedynie do utylizacji.

Stopniowo  odchodzę od fotograficznego dokumentowania rzeczywistości, zmierzając ku kreacji nowego obrazu z fragmentów świata otaczającego. Obraz srebrowy wygenerowany w mokrej ciemni uznaję za jedyny wart pokazania.

Uwagi techniczne: część fotograficzna wystawy składa się z 20 fotogramów w analogowej technice litowej, oprawionych w passe partout 50 x 70 cm.

 


W POSZUKIWANIU GENIUS LOCI

Grupa fotografów podjęła się po raz trzeci/ po Łodzi i Kielcach/ odnaleźć ducha miasta, tym razem w Szczecinie. Zaczęło się niezwykle, od zakwaterowania na pokładzie żaglowca Kapitan Borchardt zacumowanego na Odrze u podnóża Wałów Chrobrego – co już było namiastką przygody dla przybyszów z głębokiego lądu.

Szczecin. Najbardziej oddalone miasto wojewódzkie od Warszawy, często niedostrzegane i niesłyszane ze stolicy, w powojennej historii kraju przodowało w zrywach wolnościowych. Miasto poprzez bliskość morza, granicy tworzyło perspektywę wolności, możliwości ucieczki i przygody. W latach czterdziestych, pięćdziesiątych ubiegłego wieku przybywali tu Polacy osiedleńcy z różnych stron świata. Młodzi i ryzykujący tworzyli niepowtarzalny konglomerat mieszkańców. Dla socjologów dużym zaskoczeniem było rozwinięcie się niezwykle silnego lokalnego patriotyzmu.  Szczecin- otwarty na świat, ze wspaniałą urbanistyką, architekturą i zawiłą historią pełną nie do końca wyjaśnionych wątków – jest wymarzony do nieustającego poszukiwania GENIUS LOCI.

W ciągu kilku dni autorzy, fotografowie z całej Polski, próbowali dostrzec, udokumentowaći zinterpretować fragmenty rzeczywistości, do której udało im się dotrzeć. Wystawa jest świadectwem doznań przefiltrowanych przez doświadczenia warsztatowe i osobiste wybory estetyczne. Prezentowane prace tworzą nowy obraz rzeczywistości, często odległy od powszechnego oglądu rzeczy. Jedni autorzy odnoszą się do twórczości konceptualnie. Ich tworzywem jest myśl. Korzystając z zastanych form geometrycznych nadając im nowe znaczenia, osiągają niemal czystość graficzną obrazu. Niekiedy pojawiająca się w tej przestrzeni postać balansuje pomiędzy podmiotowością a przedmiotowością. Inni odwołują się do estetyzacji w rzeczywistości realnej. Korzystając, niekiedy z tych samych form geometrycznych co wspomniani konceptualiści, manipulując kolorem, nadają  zdarzeniom zaskakującą dynamikę i nowy  wyraz. Uwagę skupiają zdjęcia z gatunku reportażu, faktu. Zredukowane do czarni i bieli, przy użyciu prostych środków tworzą ikony zdarzeń lub nieco archaiczne w wyrazie zapisy – tak kiedyś było. Interesujący jest silnie psychologizujący, sięgający do fotografii kreacyjnej, teatralizującej, tryptyk portretów.

Umiejętność swobodnego stosowania przez autorów różnorodnych metod artystycznych sprawia, że wypowiedzi oddziałują na widzów. Są zaskakujące i przekonujące. Uważam, że każda z prezentowanych, autorskich wypowiedzi jest zarazem swoistym autoportretem twórcy. Widz, komunikując się z dziełem, jest zdolny odczytać preferencje intelektualne i estetyczne autora. Umiejętność nawiązania kontaktu z odbiorcą wskazuje na jego artystyczną dojrzałość.

Sergiusz Sachno (ZPAF)

Uczestnicy wystawy:

Leokadia Bartoszko, Jadwiga Czarnecka, Marek Czarnecki, Krzysztof Czarski, Jacek Fijałkowski, Andrzej Grabowiecki, Ryszard Karczmarski, Stanisław Kulawiak, Artur Magdziarz, Michał Pietrzak, Janusz Piszczatowski, Jolanta Rycerska, Sergiusz Sachno, Kamila Sammler, Stanisław Składanowski, Piotr Spek, Timm Stütz, Piotr Targosz, Magdalena Wdowicz – Wierzbowska, Stanisława Zacharko – Łagowska, Krzysztof Zając.

 


 

powrót do wydarzeń